O tej porze roku, gdy dobiegły końca ostatnie letnie dni, a wrzesień zbliża się wielkimi krokami, przynosząc ekscytację, zmiany i nowe wyzwania, panuje optymizm, pojawia się nowe jedzenie, być może nowa rola , nowe trendy i nowe jedzenie.
Nie mogę się doczekać nowego sezonu. Rytuał zaczyna się w połowie sierpnia. Przeglądam kolorowe gazety i decyduję, jak ma wyglądać moja jesienna garderoba, umawiam się na strzyżenie i planuję wieczory curry z przepisami z mojej ukochanej książki kucharskiej Dishoom , a jeśli upał się nie dłuży, to nawiązuję do babiego lata…
Moja garderoba przechodzi gruntowny remont, poplamione, nie do odkupienia ubrania idą w odstawkę, a te, których nie udało mi się do końca odstawić, trafiają w ręce nowych właścicieli. Test „sprawdzam dopasowanie moich ulubionych jeansów” z 1 września to jedyna rzecz, na którą nie czekam z niecierpliwością. Widzicie, mam zwyczaj kupowania wielu sztuk tej samej rzeczy, kiedy trafiają na wyprzedaże, bo jak wiecie, nigdy więcej nie znajdziecie tej rzeczy. Nigdy.
W domu rozpoczynają się prace pielęgnacyjne na sezon zimowy, a na wpół martwy ogród wkrótce zacznie dawać oznaki życia.
W dziale pracy trwają ostatnie szlify kampanii marketingowych, sklepy są „na wyprzedaży” i opróżniają swoje magazyny, aby zrobić miejsce na kolekcje na nowy sezon . Oczywiście w tym roku mamy do wyprzedania więcej towaru i szczerze mówiąc, nasza strategia wyprzedażowa wymagała rewizji i oferujemy większe rabaty niż kiedykolwiek. Skarpetki od 3 euro, koszule prawie o połowę tańsze, swetry z wełny merynosów od mniej niż 50 euro i jeśli dobrze poszukacie, to wystarczy przejść do zakładki wyprzedaże i posortować według ceny… znajdziecie garnitury za 150 euro – były za 300.




Zostaw komentarz
Ta strona jest chroniona przez hCaptcha i obowiązują na niej Polityka prywatności i Warunki korzystania z usługi serwisu hCaptcha.